Batalia o ustawę prądową 2020 r. Komentarz eksperta

Według danych Eurostatu, ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej. O tym, ile zapłacimy za prąd w 2020 r. pisze prof. Tomasz Motowidlak z Uniwersytetu Łódzkiego.

Jak co roku, w okresie listopada i grudnia emocje Polaków budzi batalia o ceny energii elektrycznej na kolejne 12 miesięcy. W roku bieżącym zaczęła się ona dnia 15 listopada, tj. z chwilą złożenia do Urzędu Regulacji Energetyki wniosków dotyczących wysokości taryf na sprzedaż energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w 2020 r. Wnioski te zostały skierowane przez zobowiązane do tego spółki obrotu energią elektryczną, czyli tzw. sprzedawców z urzędu wywodzących się z czterech grup energetycznych, kontrolowanych przez Skarb Państwa, tj. PGE S.A., Tauron S.A., Enea S.A. i Energa S.A. Z wniosków tych wynika, że spółki te postulują podwyższenie cen energii elektrycznej od kilkunastu do nawet 40 procent. 

W roku bieżącym sytuacja wydaje się być wyjątkowa, ponieważ wraz z jego końcem przestaje obowiązywać Ustawa o cenach energii z dnia 28.12.2018 r., która w 2019 r. uchroniła od znacznego wzrostu cen energii elektrycznej zarówno odbiorców indywidulanych, jak i komercyjnych. Wiele powodów wskazuje na to, że zasady wynikające z tej ustawy nie będą dłużej obowiązywały, co musi oznaczać wyższe ceny energii elektrycznej w 2020 r. Według danych Eurostatu, ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Polsce należą bowiem do najniższych w UE. Uwzględniając wszystkie podatki i akcyzę, niższymi cenami w UE cieszą się jedynie mieszkańcy pięciu państw członkowskich. Z bezpośredniego porównania wynika, że w UE średnia cena energii elektrycznej dla gospodarstw domowych jest o ok. 47% wyższa niż w Polsce. Ponadto dalsze utrzymywanie tej ceny na nierentownym poziomie stanowi znaczne obciążenie dla budżetu państwa oraz może być przyczyną sporu z Komisją Europejską. 

Kto zapłaci więcej?

Z pierwszych wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że w 2020 r. ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych nie zostaną zmienione. Jednak perspektywą tą nie zostali objęci odbiorcy komercyjni i przemysłowi, którzy muszą się liczyć z cenami tej energii na poziomie, wynikającym z rosnących kosztów jej wytwarzania. W szczególności poziom ten może być dotkliwy dla trzech przemysłów energochłonnych, tj. hutniczego, chemicznego i mineralnego, których łączny udział w strukturze zużycia energii elektrycznej w przemyśle przetwórczym wynosi ponad 54%. Znaczne ilości energii elektrycznej pochłania także przemysł cementowy i papierniczy, a także produkcja wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny, z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, samochodów i mebli. 

Jednak wydaje się, że doświadczenia z lat 2018 i 2019, wynikające z wysokich hurtowych cen energii elektrycznej, niepewności legislacyjnej, a w konsekwencji z niepewnej sytuacji rynkowej, istotnie zmieniły strategię zakupową odbiorców komercyjnych i przemysłowych. Wielu z nich skłoniły one zwłaszcza do poszukiwania możliwości zawarcia umów PPA (ang. Power Purchase Agreement), tj. długoterminowych kontraktów na dostawy energii odnawialnej. Umowy te dają bowiem gwarancję korzystnej ceny energii elektrycznej i uniezależnienia się od jej wahań rynkowych. Ma to szczególne znaczenie w Polsce, gdzie hurtowe ceny energii elektrycznej są pod presją zdominowanego przez węgiel miksu energetycznego i rosnących cen uprawnień do emisji CO2. Dlatego też umowy PPA zawarły już: przedsiębiorstwo Mercedes Benz Manufacturing Poland z farmą wiatrową EWG Taczalin, koncern PepsiCo z PGE Obrót, producent energooszczędnych świetlówek – firma Signify z farmą wiatrową Kisielice, a także Kompania Piwowarska z Innogy Renewables Polska. Z rynku płyną sygnały, że tą formą zabezpieczenia dostaw energii elektrycznej zainteresowane są także np.: Grypa Boryszew, Procter&Gamble i Carlsberg. 

W tą tematykę świetnie wkomponowuje się książka „Kształtowanie się cen energii elektrycznej w Polsce”, wydana w listopadzie 2019 r. przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. W pozycji tej, inspirowanej gwałtownym wzrostem cen energii elektrycznej z września i października 2018 r., odniesiono się bowiem do głównych przyczyn, efektów i możliwości ograniczania wzrostu cen energii elektrycznej w naszym kraju. 

Tomasz Motowidlak – dr hab. inż. prof. nadzw. UŁ jest zatrudniony w Katedrze Biznesu i Handlu Międzynarodowego Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Jego głównym obszarem badawczym jest funkcjonowanie rynków energii UE. Jego badania inspirowane są w dużym stopniu możliwością ich wykorzystania w praktyce.